Na
jednaj są szarości.
Umysł działa w spowolnieniu, nie mam siły,
motywacji. Mam wrażenie, że wszystko co miało być stworzone, ktoś już stworzył.
Że limit twórczej kreatywności w tym świecie się wyczerpał. Że jeśli nawet
powstanie coś nowego to będzie to prawdopodobnie plagiat zeszłych epok.
Przecież Ziemia ma już tyle miliardów lat. Dobry Boże, co jeszcze można
wymyślić? Mamy już szybkie samochody, mądre telefony, wszystkie rozumy w
Googlach... Nie brakuje nam niczego.
Z
drugiej strony wszystko co mamy jest wirtualne, nie ma nic stałego. Wszystko w
jednej chwili może być skasowane, usunięte, może wyparować. To mnie przytłacza.
Zamykam się w sobie. Jestem wtedy pewna, że nikt na świecie nie może mi pomóc.
Bo tak naprawdę wszyscy są samotni. Żyją w sieci. Mamy mnóstwo znajomych na
portalach, ogrom lajków, komentarzy. Wszyscy są anonimowi, mówią to co chcą. Who
cares, wolność słowa, prywatność. Jednocześnie wystawiamy swoją prywatność
na wystawę. Interesuje nas co inni robią w danej chwili, gdzie się bawią, co
kupują, nawet co jedzą, jak wygląda ich dzień od pobudki do przyłożenia głowy
do poduszki wieczorem. Niektórych interesuje nawet to co jest jeszcze później.
Ale to zainteresowanie jest puste, chwilowe. Przecież za moment nie pamiętamy
nic.
Przytłaczają nas informacje ze świata, tu konflikt, tam skandal, tutaj
ktoś się rozwiódł, a tutaj ktoś upił się do nieprzytomności. Nie wiemy co jest
prawdą, a co nie. Zastanawiając się co robią inni zapominamy o sobie. Robimy
wszystko na pokaz, żeby inni mogli zobaczyć co słychać u nas. Liczy się
pomysłowość, kreatywność, oryginalność. Gdzie w tym jest dusza? Wrzucamy do
internetu miliony zdjęć. Oglądamy inne zdjęcia. Teraz robienie zdjęć nie polega
na uwiecznianiu chwili z życia tylko malowania swojej fałszywej i burej
egzystencji kolorowymi zdjęciami z doklejonymi w Fotoszopie uśmiechami. Nie
liczy się co lubisz naprawdę, co daje ci radość, co sprawia że chcesz skakać i
tańczyć, co czyni cię najszczęśliwszym człowiekiem. Liczy się to co jest modne,
to co lubią inni, to żeby nie wyjść na dziwaka i czasem nie przeoczyć jakiegoś
nowego trendu. Tutaj wszystko robisz jednym lajkiem. Nawet dziecko w Afryce
możesz nakarmić szerem.
Naprawdę tego chcieliśmy? O tym marzyliśmy, to mieliśmy
na myśli snując wyobrażenia o cudownej przyszłości? Chcieliśmy wirtualnego
świata? Wirtualnych znajomych, wirtualnej miłości, wirtualnych emocji,
wirtualnej pracy w jakiejś nowej grze, wirtualnych pieniędzy, wirtualnej
spokojnej starości? A może o tym nie myślimy, bo przecież jak nam się znudzi to
wrzucimy to do kosza, zamieciemy pod dywan, kupimy nowe oprogramowanie,
wpiszemy nowy adres w wyszukiwarkę, skasujemy poprzednie konto i zaczniemy
wszystko od nowa? Tego jeszcze nie umiemy, życie póki co jest jedno, nie da się
zresetować. Ale spokojnie, Japończycy już nad tym pracują.
Paleta
druga mieni się wszystkimi kolorami tęczy. To przecież ode mnie zależy czy
wybiorę czerwień, pomarańcz, żółć czy zieleń. To ja decyduję, czy wybiorę
błękit, granat czy fiolet. Każdy jest panem swojego życia i trzeba brać je w
swoje ręce. Świat jest otwarty, czeka na nas. Musimy tylko troszkę wyciągnąć
ręce, musimy zrobić maleńki kroczek, a potem jeszcze jeden, a potem kolejny, a
potem musimy zacząć iść trochę szybciej, a potem możemy już biec, a potem
wyrastają nam skrzydła i możemy lecieć! Unosić się do obłoków! Pływać po
oceanach, jeździć na słoniach, dosiadać latających dywanów, być sobą i nie
odwracać się do tyłu. Być wolnym! Od kompleksów, trendów, zasad, powinności,
oczekiwań. Możemy być sobą i to najpiękniejszą wersją siebie.
Marzę
o podróżach. Podróże przecież nie są szare. Są kolorowe. Spójrz na świat
widziany okiem satelity. Ziemia mieni się przeróżnymi kolorami. Natura uśmiecha
się na zielono, brązowo, rudo i niebiesko. Widząc to nie sposób nie odwzajemnić
uśmiechu. To cudowne. Piękne, wzruszające jak świat sam siebie potrafi
kolorować. Dlaczego człowiek chce wykarczować lasy które są tak żywo zielone, a
w ich miejscu postawić szare miasta? Dlaczego do błękitnych rzek wlewa
szarobrunatne ścieki? Dlaczego stawia wielkie wieżowce i zasłania różowo
fioletowe wschody i pomarańczowo czerwone zachody słońca?
Chcę
uciec. Do Afryki. Tam gdzie lasy są wiecznie żywe i pachnące, tam gdzie widać
wszystkie wschody i zachody, tam gdzie człowiek i natura łączy się tak ściśle,
że nie można sobie wyobrazić jakby miały by być sobie obce. Tam gdzie słońce
się uśmiecha szeroko, a nie nieśmiało wygląda zza chmur. Chcę tam gdzie muzyka
płynie z serca, a nie ze rankingów i głowy, która wie co się sprzeda a co nie.
Chcę usłyszeć hałas jaki robi natura, nie samochody i bezkształtne, bezmyślne
masy trącające się na ulicach. Chcę tam gdzie wszystko się zaczęło. Tylko kiedy
o tym myślę jestem w stanie odłożyć do najgłębszej szuflady szarą paletę i
przykryć ją wszystkimi odcieniami farb jakie istnieją.
To
nie jest infantylne marzenie. Ja wiem, że zwariuję jeśli zatracę nadzieję, że
kiedyś postawię nogę na czarnym lądzie. Zeświruję, jeśli zostanę tutaj otoczona
ludźmi bez marzeń, uczuć, emocji, wpatrzonych w jeden punkt na ścianie.
Jedź
ze mną, ucieknij ze mną, oderwij się, ukryjmy się w dżungli, zapomnijmy o tym
co nas przytłacza, co doprowadza do depresji, do bezsilnego szaleństwa, które
nie prowokuje do twórczości, radości, ekstazy tylko do wariacji, lęków, beznadziei.
UCIEKNIJ
ZE MNĄ!







